Polish Music The best music site on the web there is where you can read about and listen to blues, jazz, classical music and much more. This is your ultimate music resource. Tons of albums can be found within. http://www.theblues-thatjazz.com/en/polish/6770.html Tue, 21 May 2024 18:34:28 +0000 Joomla! 1.5 - Open Source Content Management en-gb Pathfinder - Beyond the Space, Beyond the Time (2010) http://www.theblues-thatjazz.com/en/polish/6770-pathfinder/25843-pathfinder-beyond-the-space-beyond-the-time-2010.html http://www.theblues-thatjazz.com/en/polish/6770-pathfinder/25843-pathfinder-beyond-the-space-beyond-the-time-2010.html Pathfinder - Beyond the Space, Beyond the Time (2010)

Image could not be displayed. Check browser for compatibility.

Deep Into That Darkness Peering... 	(3:22)
1.I 	Rem Stage 	
1.II 	Coma 	
1.III 	Journey 

2 	The Whisper Of Ancient Rocks 	5:52
3 	Vita Reducta: Through The Portal 	1:00
4 	Pathway To The Moon	6:51
5 	All The Mornings Of The World 	5:03
6 	The Demon Awakens 	6:09
7 	Undiscovered Dreams 	4:59
8 	The Lord Of Wolves 	6:39
9 	Sons Of Immortal Fire 	5:11
10 	Stardust 	8:29
11 	Dance Of Flames 	1:02
12 	To The Island Of Immortal Fire 	5:05
13 	Beyond The Space, Beyond The Time	10:34
14 	What If... 	1:32
15	Forever Young - 05:34

Bass – Arkadiusz E. Ruth
Drums – Kamil Ruth
Guitar – Gunsen, Karol Mania
Orchestrated By, Other [Classical Interludes] – Arkadiusz E. Ruth
Piano – Slavomir Belak
Soprano Vocals – Agata Lejba-Migdalska
Violin – Michal Jelonek (4, 7, 8, 11)
Vocals – Simon Kostro 
+
Guitar [Solo] – Matias Kupiainen (4)
Keyboards [Solo] – Bob Katsionis (13)
Voice [The Master Of The Dragonlords] – Roberto Tiranti (13)

 

Polska od wielu już lat stoi ekstremalnymi odmianami metalu. Co prawda rodzimych kapel heavy nie brakuje, ale już power metal (zwłaszcza melodyjny) to u nas gatunek dziewiczy niczym lasy równikowe. Toteż tym większe było moje zdziwienie, gdy w maju zostałem zdemolowany przez Pathfinder w poznańskim Blue Nocie, a w sierpniu podbili moje serce jedną z najlepszych polskich płyt metalowych w historii. No to jedziemy.

Filmowe intro „Deep Into That Darkness Peering...” wprowadza słuchacza w świat legend i baśni, główne role grają tutaj orkiestra w stylu Hansa Zimmera oraz Agata, gościnnie występująca sopranistka. Jednakże przygrywka nijak nie oddaje tego, czego można spodziewać się po reszcie płyty, stąd niszczący początek „The Whisper of Ancient Rocks” długo nie pozwala się pozbierać. Cóż my tu mamy? Ucztę gitarową na najwyższym poziomie (Mania z miejsca wbił się do czołówki polskich wioślarzy), klimatyczne orkiestracje w tle, patetyczny refren z dziewczęcymi ozdobnikami oraz kanonadę solówek... Czapki z głów. Pewne zdziwienie może powodować osoba Simona Kostro, który nie popisuje się tutaj wysokim wokalem, lecz śpiewa swym naturalnym głosem (oczywiście górki na krążku mu się zdarzają i wychodzą mu przeprężnie). To tylko dodaje oryginalności zespołowi. Dalsze dwie kompozycje nawiązują do „Sonaty księżycowej” Ludwiga van Beethovena. Skromna miniatura „Vita Reducta: Through the Portal” prowadzi do kolejnej petardy w postaci “Pathway to the Moon”. Tutaj dawka epickości została jeszcze podwyższona, czego najlepszym dowodem chóralny refren. Warto zwrócić też uwagę na bardzo bogaty „instrumentalny” środek kompozycji. „All the Mornings of the World” tonuje trochę nastroje i nic dziwnego, gdyż opowiada o śmierci, przemijaniu i tęsknocie (Arkadiusz Ruth zadedykował go swojej zmarłej babci). Kolejny kapitalny pojedynek Mani z Belakiem. Następnym przekillerem jest „The Demon Awakens”, gdzie słyszymy pojedynek harshu z czystym wokalem, kolejny przebojowy refren i popis gitarowo-klawiszowy. Dla złagodzenia obyczajów Simon i Agata raczą nas balladą „Undiscovered Dreams”, gdzie dla odmiany pierwsze skrzypce gra Gunsen. Jeśli kogoś podczas słuchania wcześniejszych utworów naszły skojarzenia z Rhapsody of Power, to „Lord of Wolves” śmiało może ugruntować w przekonaniu, że Pathfinder można po części nazwać naszą rodzimą wersją włoskiej kapeli. Gościnnie występujący Jelonek przygrywa na skrzypkach, a refren nieodparcie kojarzy mi się z „Emerald Sword”. Część instrumentalna ponownie demolująca, ale czy może być inaczej? W „Sons of Immortal Fire” zespół postawił na klimat i osobiście kompozycja ta przypadła mi trochę mniej do gustu, ale oczywiście zachowany jest wysoki poziom. Epicki refren, ponownie wgniatający w ziemię Mania. No i nadchodzi czas na kawałek magii, czyli „Stardust”. Niepozorny wstęp, masakrujący gitarzyści, fujarka, a potem spokojnie rozwijająca się kompozycja z delikatnymi, intymnymi wręcz orkiestracjami w tle... aż do genialnego refrenu. Solo unisono Mania/Belak to kolejny dowód kunsztu muzyków, a Agata na koniec rozgrzewa nawet najbardziej skute lodem serca. „Dance of Flames” to kolejny jednominutowy przerywnik, zaś w jego drugiej połowie wykazuje się Jelonek. „To the Island of Immortal Fireę to niestety najsłabszy kawałek na krążku. Kompozycja jest monotonna i niczym szczególnym na tle sąsiadów się nie wyróżnia. Tytułowy za to w pełni nadrabia braki poprzednika. Mamy tutaj wszystko, co mieliśmy wcześniej- patos, symfonikę, epicki refren, harshe, chóry, Agatę, wirtuozerskie solówki, a nawet dostajemy więcej! Piękna, rozbudowana partia Agaty z chórami w tle to najbardziej chwytający za serce moment albumu, jest też gość, Roberto Tiranti, który w roli Dragonlorda pozamiatał. Majstersztyk w każdym calu. Jeszcze tylko epilog „What If...” i... 71 minut?! Tak! 71 minut mija jak z bicza strzelił.

Aż nie chce się wierzyć, że ta płyta do debiut. Pathfinder nagrał płytę na poziomie niedostępnym większości zespołów parających się melodic powerem od wieli lat. Nie dziwi więc, że krążek zbiera pozytywne oceny i opinie na całym świecie, czym muzycy skwapliwie chwalą się na myspace- mają do tego prawo! Epokowe dla polskiej sceny wydawnictwo stoi na półce i czeka na podpisy, które mam nadzieję w przyszłości zdobyć. ---Frodli, crossroads-of-metal.blogspot.com

 

Power metal children, come here, the food's ready! So what's for today? Beyond The Space Beyond The Time is. This is a long, elaborate and refined power metal release by a Polish act Pathfinder who have been around since 2006. This one is their first full length release. And for a first release, one has to admit, this is a long and complex album. For that, the band has done an impressive job. The musicians have not just tried to surprise the audiences with a mere debut album but a masterpiece at once.

This release is a classic power metal release heavily loaded with symphonic instrumental elements, fast guitar solos, choirs, clean and clear male vocals, power metal screams and last but not least, female operatic vocals. The standards are set even higher since the special guests Roberto Tiranti from Labyrinth, Michal Jelonek fom Hunter, Matias Kupiainen from Stratovarius and Bob Katsionis from Firewind all add their touch to this enormous symphonic musical painting. The compositions are grand and show professional level on a large scale. Elements from Beethoven's "Moonlight Sonata" add a lot to the classical romantic style of the release. The vocalists do a fine job, there is the main male singer who doesn't use that much cliché squealing as some power metal singers tend to do but performs with his natural clear and strong voice and the atmosphere would not be the same without the band's special "Moonlight" choir led by the operatic vocalist Agata.

Therefore, the positive sides of the album lie in its composition and beautiful musical moments that are present all around. The negative side might be that the band might balance on the borders of the "cliché flower metal" category. Then again, the dreamy fantasy lovers will surely adore the style. Another minus might be that the album is not an easy nut to crack and requires many listens to get familiar with, to find all the bright pearls amidst the songs for the album flows constantly onwards and some among the audience might get lost among the complexity.

The best examples from this album would be the introduction with "The Whisper Of Ancient Rocks", the two following tracks based on Beethoven's music and "All The Mornings Of The World". Noteworthy is also the pleasant tune of "Dance Of Flames" and nobody could ever miss the title track which solemnly concludes the entire album. This is a large and tasty dish from the power metal kitchen which will satisfy the appetite of any listener who appreciates some symphonic power on their table. ---Ernis, metalstorm.net

download (mp3 @320 kbs):

yandex mediafire ulozto bayfiles

 

back

]]>
administration@theblues-thatjazz.com (bluelover) Pathfinder Sun, 08 Sep 2019 13:19:06 +0000
Pathfinder - Fifth Element (2012) http://www.theblues-thatjazz.com/en/polish/6770-pathfinder/25660-pathfinder-fifth-element-2012.html http://www.theblues-thatjazz.com/en/polish/6770-pathfinder/25660-pathfinder-fifth-element-2012.html Pathfinder - Fifth Element (2012)

Image could not be displayed. Check browser for compatibility.


1 	Ventus Ignis Terra Aqua 	2:05
2 	Fifth Element 	8:46
3 	Ready To Die Between The Stars	5:50
4 	The Day When I Turn Back Time 	6:20
5 	Chronokinesis 	5:30
6 	March To The Darkest Horizon 	7:52
7 	Yin Yang ☯ 	4:02
8 	Elemental Power		4:32
9 	Ad Futuram Rei Memoriam 	5:04
10 	When The Sunrise Breaks The Darkness 	6:19
11 	Vita 	1:34
+
12 	Spartakus And The Sun Beneath The See	4:36

Bass, Choir – Arkadiusz E. Ruth
Guitar, Choir – Gunsen, Karol Mania
Keyboards, Piano, Choir – Slavomir Belak
Vocals – Konstantin Naumenko (3)
Choir - Mezzo-soprano – Katarzyna Materna
Choir - Soprano – Agata Lejba-Migdalska
Choir - Łukasz Frankowski, Simon Kostro

 

Na początek dwa skojarzenia filmowe jakie pojawiły się po spojrzeniu na nazwę grupy oraz tytuł albumu. Pathfinder jest filmem z 2007 roku, w którym Wikingowie napadają na Indian, tak w wielkim skrócie, a „Fifth Element” szerzej opisywać chyba nie trzeba. Skojarzenia trafne bowiem muzyka zawarta na tej płycie ma wiele filmowego rozmachu. Po tych wszystkich niemieckich i skandynawskich symfonicznych power metalowcach przyszła pora zawitać na własne podwórko. Jeżeli ktoś z was nie znał wcześniejszych dokonań zespołu to śpieszę donieść, że „Fifth Element” jest drugą płytą Pathfinder, grupy powstałej w roku 2006 w Poznaniu. Należy też dodać, że płyta ukazała się za sprawą zagranicznego wydawcy zarówno w Europie jak i Japonii.

Pierwsze co nasuwa się podczas słuchania „Fifth Element” to bogactwo pomysłów. Pathfinder potrafi zmieniać tempa i zagęszczać dźwięki do takiego stopnia, że przeciętny słuchacz może poczuć się zagubiony. Spokojnie, należy wówczas puścić płytę po raz kolejny… i kolejny. Przebojów w tradycyjnym rozumieniu tego słowa nie znajdziemy. Nie ma się co dziwić, w końcu „to nie Opole, to underground”. Jest za to potężna dawka muzyki na tak światowym poziomie, że kto wie czy po tym wydawnictwie to świat nie będzie w różnorodnych porównaniach wskazywał na Pathfinder jako tych, którzy potrafią być inspiracją dla innych, czego oczywiście chłopakom życzę. 12 kompozycji które weszły na płytę „Fifth Element” to naprawdę ostre tempa, grzmiące bębny i rozbudowane symfoniczne aranżacje. Dodajmy do tego solowe popisy muzyków oraz stylowego wokalistę, a na nudę nie ma czasu. Dużo przyjemniej jest poddać się magii dźwięków i wyruszyć w fantastyczną podróż.

W klimat i filmowe entourage wprowadza otwierające „Fifth Element” intro – „Ventus Ignis Terra Aqua”, po to aby już dwie minuty później z prawdziwą mocą ruszyć z szarżą podczas utworu od którego pochodzi tytuł. Błyskawiczne zmiany tempa oraz ilość przejść z początku lekko dezorientują lecz najlepiej podkręcić głośność i dać się grupie rozegrać jeszcze bardziej. Są melodie, wrzask, karabinowa perkusja, podniosłe klawisze i tak gęsto od kombinowania jak w porządnym gulaszu, prawie przez dziewięć minut. Przy „Ready to Die Between Stars” czy „The Day When I Turn Back Time” grupa wcale nie przestaje zadziwiać. Gromkie zaśpiewy, nośne refreny i muzyczny kunszt są naprawdę najwyższej próby. Rycerstwo, dzikie plemiona, szarże przez pagórki i pola, przemykający lasem łucznicy, a może statki kosmiczne i odległe galaktyki? W zależności od wyobraźni każdy znajdzie swoje pejzaże, a mając Pathfinder za przewodnika jest to naprawdę łatwiejsze. Moim ulubionym numerem z tego wydawnictwa jest „March to the Darkest Horizon” z rozbudowaną narracją, wielogłosami i bojowym klimatem. Wstawać z kolan i zasuwamy aż po horyzont! Odpocząć można dopiero podczas „Yin Yang” gdzie wokalnie zespół wspomaga Katarzyna Materna i nawet moja niechęć do ballad ustępuje w zderzeniu z tym utworem. Cały album jest precyzyjnie przemyślany, a nawet jeśli nie to intuicja podczas dobierania utworów nie zawiodła. Na płycie usłyszeć możemy również głos Agaty Lejby-Migdalskiej, która operowymi umiejętnościami ubarwia trzy inne kompozycje.

Bogactwo melodii, filmowe klimaty jako przyprawa, zawrotne tempa lub patetyczne przerywniki, Szymon Kostro, który bardzo pewnie i zróżnicowanie czaruje głosem, a do tego dopieszczenie całości różnorodnymi smaczkami wystawiają doskonałe świadectwo „Fifth Element” i całemu dokonaniu poznańskiego Pathfinder. O ile do tej pory nasza miodem płynąca ziemia jawiła się jako kraina death i black metalu to ten album pokazuje, że niemieccy i skandynawscy wykonawcy mają silną konkurencję, a do tego konkurencję z pasją i popartą umiejętnościami. Dla fanów symfonicznego power metalu pozycja obowiązkowa, a wszystkim innym polecam. Warto poszerzać horyzonty. ---power-metal.pl

 

Pathfinder’s first album, “Beyond the Space, Beyond the Time” had me absolutely floored. I’d not stumbled upon an album (let alone a debut album), that packed in so much into such a small CD package since my first witness to Ayreon’s “Into the Electric Castle”. It was easily one of the most amazing records I’d ever heard, something that I feared would be so very hard to overtake with the next batch of songs. I mean, it’s great to get off on the best foot possible when entering the metal/musical world, but you can only imagine how much of a bitch it would be to keep those inspirational flames up and running in order to placate the fans’ interests that much more.

Despite what I’d originally hoped for, I am also under the impression that replicating the same sound note for note may not be the best way to continue on with your musical tradition, and a slight bit of differentiation would make things better in the end. And that seems to be the case here. That same raging tempoed power/speed metal approach that causes so many goosebumps to appear, that mid-era Blind Guardian meets Rhapsody on two cans of Red Bull sound, is in full brunt force here, but things seem a little more tempered than before; just as tasty and fantastic, but at a slight more leisurely pace than “BtS, BtT” (for short). You wouldn’t know it upon first listen, but longer, deeper listens show a Pathfinder attempting a sort of ordo ad chao treatment to their already blistering movements. Despite that, though, this is still a stellar disc that, once again, rips through the limits of traditional power metal with the intent to truly astonish, with each track containing more than simply one emotional movement apiece; things can start excitedly, then become angry, then sad, then glorious once again. Simply put, if you’re big on this kind of thing, or even a casual fan of these guys’ first album, this will whet your whistle just as equally.

What works, once again, is that the orchestral/keyboard ends are still the main musical theme, and said moments shove so much majesty at you that you can’t help but pump a gauntleted fist right to the heavens in metallic defiance (…too much? Oh well!). That being said, the guitars and bass still don’t take a backseat to nobody, and the noodly, tasteful solos and leads, clearly taking a class or two in The Luca Turilli School of No-BS neo-classical shredding, still exude more feeling than a full album’s worth of Dragonforce masturbatory antics, again taking those silly gits' game up a notch or two with the rhythm work/section maintaining the tightness and focus of true masters of their craft. But just when you think you’ve got these guys pegged, the pounding of new drummer Kacper Stachowiak, in between the traditional double-bassing, storms at the listener with fiery, extreme metal blast beats (blast beats? In power metal? Well, OK!) and the versatility of vocalist Szymon Kostro stretches the horizons of the front man singing spectrum like a rubber band in a very natural way, from falsetto highs to emotional lows, though I’ll admit those minute moments of Dani Filth-like screeching don’t seem to fit very well, even during the heavier parts. But that’s a very minor complaint, though, for his vocal workings still fit the group very well in the end, as does the guest appearance of Sunrise’s Konstantin Naumenko, and the full brunt of the album’s mesmerizing likes of “Ready to Die Between the Stars”, “Chronokinesis” and “March to the Darkest Horizon” still illuminate like an entire galaxy of burning stars.

At the end of the day, Pathfinder continue to be one of the best newcomers in the semi-cluttered European metal scene, continuing down a path of their own paving (and finding) with the reckless abandon we’ve come to expect and appreciate. Truly not for the faint of heart or the more perfunctory of us out there, those of us who really get off on these kinds of things can expect to be lost in time throughout “Fifth Element”‘s duration, and we wouldn’t have it any other way. ---doomknocker, metal-archives.com

download (mp3 @320 kbs):

yandex mediafire ulozto gett bayfiles

 

back

]]>
administration@theblues-thatjazz.com (bluesever) Pathfinder Wed, 31 Jul 2019 14:15:05 +0000