Polish Music The best music site on the web there is where you can read about and listen to blues, jazz, classical music and much more. This is your ultimate music resource. Tons of albums can be found within. http://theblues-thatjazz.com/en/polish/6177.html Mon, 17 Jun 2024 15:10:18 +0000 Joomla! 1.5 - Open Source Content Management en-gb Muchy - Galanteria (2005) http://theblues-thatjazz.com/en/polish/6177-muchy/26193-muchy-galanteria-2005.html http://theblues-thatjazz.com/en/polish/6177-muchy/26193-muchy-galanteria-2005.html Muchy - Galanteria (2005)

Image could not be displayed. Check browser for compatibility.


1. Nie mów
2. Jane Fonda
3. My favorite disease
4. Dzwonię
5. Half of that
6. Kołobrzeg-Świnoujście
7. Lazarus
8. Górny Taras
9. Galanteria
+
10. Najważniejszy dzień

Michał Wiraszko – vocals, guitar
Piotr Maciejewski – bass guitar, vocals
Szymon Waliszewski – drums

 

Krótka recenzja:

Jeżeli uważasz się za fana polskiego rocka niezależnego, natychmiast idź i zdobądź tę płytę. Teraz. Wstawaj. Idź.

Długa recenzja:

Jakoś w marcu wybrałem się do warszawskiego klubu "Punkt", by zobaczyć wspólny koncert młodych nadziei polskiego indie. Jedna z występujących formacji zmiotła mnie z powierzchni i oblała mi policzki rumieńcem na tygodnie. Wskazówka: nie była to grupa, w której wokalista wyrzucił bębniarza za brak odpowiednio trendy image'u. Chociaż fascynujące z jakże-żałosna-jest-dzisiejsza-młodzież socjologicznego punktu widzenia, te wszystkie indie spędy to jeden wielki pozerski cyrk. Stojąc tam i obserwując setkę dzieciaków z modnie natapirowanymi fryzurami i obowiązkowym zestawem przypinek w marynarkach, nie mogłem doczekać się na konkretne doznania muzyczne, które nastąpiły dopiero gdy na scenę, przed wykruszającą się już publicznością, wkroczyły Muchy.

Słuchając ich setu miałem wrażenie uczestnictwa w wydarzeniu historycznym. Moje oczy zarejestrowały show w zwolnionych, czarno-białych kadrach, niczym TVP1 Przedstawia – Leszek Gnoiński, Historia Polskiego Rocka: Muchy. Nagle przestałem się przejmować, że ominął mnie Klaus Mitffoch na OTMT w 83 roku albo wczesny Homo Twist w jakiejś krakowskiej piwnicy. Może sprawiła to obecność w tłumie miejscowych celebrities, rozśpiewanych nastolatek, znanej prezenterki z VIVY i nawet basisty Mitch & Mitch, ale można było dosłownie poczuć aurę rockowej historii w powietrzu.

Nie twierdzę, że Muchy odmienią losy naszej planety, nauczą cały świat śpiewać w idealnej harmonii, rozwiążą problem głodu w Afryce, zapobiegną zbliżającemu się konfliktowi nuklearnemu etc. To byłoby zbyt dużo z oczywistych powodów. Jasnym jest, wszakże, iż Muchy sygnalizują nadejście nowej fali w polskiej alternatywie. Nigdy więcej nie chcę słyszeć jak ktoś mówi, że polski niezal zdycha; nareszcie mamy kapelę, która naprawdę przynależy do obecnego tysiąclecia.

Była jedna piosenka tamtej nocy, która utkwiła mi w głowie na jakieś pięć tygodni. Złapałem się na tym, że kiwałem głową na jej wspomnienie stojąc w korkach, na zajęciach i w toalecie. W końcu, demo Galanteria oferuje nieograniczone dawki tego kawałka, "My Favourite Disease". Rozwiązania rytmiczne u Much potrafią być niekonwencjonalne i orzeźwiające bez jakichkolwiek oznak intelektualnego kombinowania (czytaj: nie ma post-rockowych dialogów gitar); ten ekscytujący riff kończy się trzema podcięciami a la "Boys Don't Cry" w sposób zupełnie naturalny. Jest to tak sprytne, bez żadnego pseudo-artystowskiego zadęcia. Piękne napięcie introwertycznego midtro spowalnia narrację, aż do lejtmotywu, i kółko się zamyka.

Inna piosenka kapitalnie wydobywającą esencję Much to "Half Of That": tematyka post-nastoletniej pustki, łaskoczące ucho ranty, skryty niepokój, grube riffy, złożone przebiegi instrumentalne i więcej hooków niż w maskach kolesi ze Slipknot. Główny wokalista Michał Wiraszko przyznaje, że "połowę stracił, a połowa zniknęła", zanim szaleńczy mostek nie przeniesie w górę potężnego refrenu, powracającego ze zdwojoną siłą. Jak każdy zajebisty rokendrol, podoba się to twojemu mózgowi, tyłkowi, kroczu, wyrostkowi kości ramiennej i mięśniom odpowiedzialnym za opadanie szczęki oraz uśmiech.

Galanteria zwiastuje nową erę na krajowej scenie niezależnej. Nic z dorobku rodzimej alternatywy nie brzmi jak to demo, choć wpisuje się ono jak najbardziej w ideę nurtu. Konkretne momenty przywołują Smiths ("My Favourite Disease"), Cure ("Górny Taras"), Buzzcocks ("Jane Fonda"), Interpol ("Galanteria") czy Gang Of Four ("Dzwonię"), ale ta mieszanka jest w całości przekonująca i obiecująca na przyszłość. Pewnie niektórzy sceptycy podrapią się w tej chwili po głowie, ale coś takiego jak potencjał nigdy nie jest bezspornie zrozumiane.

Klawisze przechodzą ostatnio renesans w polskim rocku. Wierzę, że nawet zespół Ox koncertuje z Korgiem. Ale podczas gdy mainstreamowe formacje poprzestają na wypełnieniu przestrzeni brzmieniową imitacją smyków z Yamahy, Muchy kreatywnie wyciskają ze swojej zebry niezapomniane hooki pełne syntezatorowej duszy. Większość numerów z keyboardami to nowsze kompozycje, które jeszcze nie znalazły się na omawianym demo (recenzuję rozszerzoną, specjalną wersję płytki z 2006; pierwsze jej kopie bez utworów 10-12 śmigały już w 2005). Ale tak monumentalny, jak swawolnie imprezowy temat przełamujący się w pół chorusu "Najważniejszego Dnia" doskonale pokazuje kierunek myślenia chłopaków o aranżacji.

Tenże singiel to wizytówka kapeli, jej najbardziej popowe oblicze i przepustka do sławy na każdej liście przebojów. Przywołując skojarzenia z Wrens circa Secaucus bounce'ującymi na tanecznej balandze, wyszlifowany na brylant dzięki wspomnianej wstawce klawisza ręki Piotra Maciejewskiego, kawałek jedzie na zaczepnym, agresywnym i zarazem podrywającym do wpólnego świętowania gitarowym riffie. Napędzająca perkusja, wiosłowe skreczowanie, funkujące progresje basu i ten rozkosznie radosny wątek keyboardu krążą ściśle jak okręt pod pełnymi żaglami, konie w galopie i niebo nad nami. Fani wiedzą, że zespół nie wykonuje tej zmasowanej dance-punkowej eksplozji na żywo, bo do tego performansu potrzebowaliby dwóch dodatkowych sidemenów i zastrzyku fety w żyły.

Mniej więcej gdy Kasia Nosowska mruczała "Ściele się, trup się ściele", polscy tekściarze poddali się. Wulgaryzm magiczny, miejska poezja i pomoderna zdominowały od wtedy krajowe teksty. Cieszy więc, że Muchy oferują powrót do bezczelnie szczerych, soczystych opowieści o przygodnych romansach z napotkanymi na dworcu kolejowym dziewczętami, nerwowych telefonach do swoich byłych i tęsknotą za miłosnym rozładowaniem młodzieńczego napięcia. Dodatkowo, "Najważniejszy Dzień" funduje najbardziej uniwersalny zerotreściowy hymn od czasu "Jak Żyć?" Tedego, genialne wersy o niczym i o wszystkim jednocześnie. Prostota przekazu (w języku polskim i angielskim) ponownie zaprzecza zarzutom o pretensjonalność i udowadnia paradoks ich fenomenu: na swój sposób, patrząc przez pryzmat Galanterii, Muchy są sztandarowym reprezentantem punkowego undergroundu nad Wisłą, ale pierwszym takim, który prowokuje do dumy wobec Zachodu, a nie zażenowania.

Razem z innymi pupilkami Porcys, Afro Kolektywem, Muchy jawią się czymś zupełnie nowym i świeżym bez usilnego eksperymentowania z formą. W jakiś sposób po prostu "to mają". Jak się domyślacie, mocno rekomenduję zdobycie tej demówki. Oby tylko nie spowodowała ona niezdrowej presji przed oficjalnym debiutem wydawniczym zespołu. ---Borys Dejnarowicz, porcys.com

download (mp3 @320 kbs):

yandex mediafire ulozto gett bayfiles

 

back

]]>
administration@theblues-thatjazz.com (bluelover) Muchy Fri, 06 Dec 2019 15:10:00 +0000
Muchy ‎– Powracająca Fala (2015) http://theblues-thatjazz.com/en/polish/6177-muchy/23532-muchy--powracajca-fala-2015.html http://theblues-thatjazz.com/en/polish/6177-muchy/23532-muchy--powracajca-fala-2015.html Muchy ‎– Powracająca Fala (2015)

Image could not be displayed. Check browser for compatibility.


1 	Pogo  (Aya RL)
2 	Ulica  (Aya RL)	
3 	Gdyby Nie Szerszenie (Madame) 	
4 	Nie Poddawaj  (Izrael) 	
5 	Komisariat  (1984)
6 	O Jaki Dziwny, Dziwny, Dziwny  (Tilt) 	
7 	Coś Pozytywnego  (Tilt) 	
8 	Moja Krew  (Republika) 	
9 	Nasza Ściana  (Aya RL)	
10 	Rzeka Miłości, Morze Radości, Ocean Szczęścia  (Tilt)	
11 	Ocean Szczęścia

Bass – Tomasz Skórka
Guitar – Stefan Czerwiński
Percussion, Sampler – Łukasz Stachowiak
Vocals, Guitar, Keyboards, Sampler – Michał Puchała
Vocals, Guitar, Lyrics By – Michał Wiraszko
Vocals, Keyboards – Piotr Maciejewski

 

Po wydaniu czterech długogrających albumów indie rockowcy z zespołu Muchy postanowili spróbować czegoś nowego. Tym razem wypuścili w świat materiał koncertowy, nagrany podczas festiwalu w Jarocinie w lipcu 2015. Repertuar występu jest jednak nietypowy - i to może zainteresować nie tylko fanów Much - zespół zagrał bowiem piosenki rockowych tuzów z lat 80., wcześniej wykorzystane w dokumencie "Fala" (film nakręcił Piotr Łazarkiewicz w 1985).

Koncertowy album "Powracająca fala" to z jednej strony muzyczny wyimek z najciekawszej być może dekady dla polskiego rocka, a z drugiej odświeżenie dźwiękowej formuły znanych doskonale piosenek. Udało się, bez aranżacyjnej rewolucji i wywracania wszystkiego na nice, zachować pierwotną siłę i atrakcyjność kompozycji-weteranek, a jednocześnie powiedzieć coś nowego. Sporo tutaj nowofalowego, chłodnego, przestrzennego powiewu. Nie mogło być inaczej, gdy na warsztat bierze się brzmiący w duchu wczesnego The Cure utwór "Gdyby nie szerszenie" grupy Madame. Ale ten charakterystyczny, oszczędny dźwięk spod znaku New Wave w karaibskim w swej naturze "Nie poddawaj" Izraela, już tak oczywisty nie musiał być - wersja Much wypada jednak bardzo dobrze. Świetnie słucha się wczesnych utworów zespołu Aya RL. Marszowe "Pogo" (wokal Michała Wiraszko kojarzy mi się tutaj z Janerką) zyskało jeszcze na industrialnej szorstkości. Trochę więcej gitar odzywa się w "muszej" interpretacji "Ulicy", ale programowa monotonność i pulsujący bas zostały tu zachowane. Kultowa "Nasza ściana" nie straciła nic ze swego czaru i przestrzeni i może zniewalać słuchacza.

Solidną reprezentację piosenkową ma na płycie Tilt. Z nerwem, nawet bardziej punkowo od oryginału, wypada "O jaki dziwny, dziwny, dziwny", ubarwiony w dodatku o intrygujące, choć krótkie solo gitary. Do tego dochodzi dźwiękowo rozedrgany utwór "Coś pozytywnego" i rozmarzona "Rzeka miłości, morze radości, ocean szczęścia". Komu potrzeba więcej energii, znajdzie ją w "Komisariacie", niesłusznie zapomnianej nieco grupy 1984. Uwagę też należy zwrócić na "Moją krew" Republiki, także z tego powodu, że Muchom podczas jej wykonywania towarzyszą na scenie Zbyszek Krywański i Sławek Ciesielski.

Płyta "Powracająca fala" to nie tylko ciekawostka. Muchy wypadają na scenie przekonująco, a ich wersje klasyki mają w sobie niezbędną dawkę autorskiej interpretacji i poszanowania dla pierwowzoru zarazem, co sprawia, że słucha się tego koncertu z zainteresowaniem. Dla młodszych słuchaczy może to być pretekst do zagłębienia się w dyskografii kilku legend. Dla tych, którzy doskonale znają zawarte na płycie piosenki ze swej młodości, będzie to przypuszczalnie przyczynek do tego, by sięgnąć po regularne płyty Much. Jednym i drugim podobne poszukania przyniosą z pewnością korzyści. ---Paweł Lach, rockmagazyn.pl

download (mp3 @320 kbs):

yandex mediafire uloz.to gett

 

back

]]>
administration@theblues-thatjazz.com (bluelover) Muchy Wed, 23 May 2018 12:21:30 +0000
Muchy – Karma Market (2014) http://theblues-thatjazz.com/en/polish/6177-muchy/24010-muchy--karma-market-2014.html http://theblues-thatjazz.com/en/polish/6177-muchy/24010-muchy--karma-market-2014.html Muchy – Karma Market (2014)

Image could not be displayed. Check browser for compatibility.


01. Odkąd
02. Tak jak dziś
03. Queen for a Day
04. Nic się nie stało
05. Biały walc
06. A Place
07. Bliżej
08. Between the Lines
09. Idą święta 

Bass – Tomasz Skórka
Guitar – Stefan Czerwiński
Percussion, Sampler – Łukasz Stachowiak
Vocals, Guitar, Keyboards, Sampler – Michał Puchała
Vocals, Guitar, Lyrics By – Michał Wiraszko
Vocals, Guitar – Krzysztof Zalewski-Brejdygant

 

"Karma Market", czwarty album grupy Muchy, chyba nie przynosi muzycznych zaskoczeń i objawień, przynajmniej tym, którzy śledzą karierę zespołu. Styl po prostu dalej ewoluuje, śmiało łącząc zgrzytliwe rockowe inspiracje spod znaku indie rockowego boomu, który miał swój szczyt u zarania nowego wieku, z elektronicznymi wpływami i popową, chwytliwą, ale uciekającą od banału melodyką. Chyba poprzedniczka, płyta "Chcecicospowiedziec", była mocniejszym i bardziej przekonującym alternatywnym ciosem (ale też nie do końca docenionym). Nie udało się być może przebić "trójki", niemniej Muchy dają słuchaczom zestaw na tyle udanych piosenek, że ich pozycja na rodzimej scenie nie powinna zostać zachwiana.

Mniej tu chyba garażowo / gitarowej zadziorności, ale czy tego u nich szukamy? Nawet jeśli pojawia się konkretny riff ("Odkąd"), to brzmi szorstko, metalicznie, indsutrialnie, czyli... znakomicie! Dobry, pełen mocy początek, dzięki któremu wiemy już na wstępie, że Muchy nie chcą brać jeńców. Od pewnego momentu znakiem rozpoznawczym kapeli stała się różnorodność - i to na "Karma Markecie" słychać. Dyskotekowa, taneczna elektronika w przebojowym ujęciu? Proszę bardzo! Weźmy za przykład kawałek "Bliżej", w którym ciekawa muzyczna materia znalazła też świetną liryczną oprawę: "W końcu znowu jest za co żyć / ale nie ma za co umierać".

Dobrze wypadają Muchy w nieco onirycznych, psychodelicznych klimatach. Zespół podaje te muzyczne odloty w nie pozbawionej dźwiękowego odjazdu piosence "Tak jak dziś" albo w pulsującym od basu i mocnego zrytmizowania kawałku "Nic się nie stało". Muchy potrafią też czarować romantycznym, ale nie usypiającym nastrojem ("Biały walc") lub "zamgloną", lekko eksperymentalną otoczką ("Idą święta"). Całości dopełniają klimatyczne, akustyczne, wręcz folkowe ballady, z angielskimi tekstami - "Queen for a Day", "A Place" i "Between the Lines". Pewnie płyta zyskałaby na spójności, gdyby pozostać przy tekstach polskich, ale może zespół chciał dotrzeć do szerszego odbiorcy? Cóż, na pewno na to zasługuje.

Słychać wyraźnie, że Krzysztof Zalewski świetnie wkomponował się w skład - stał się też jednym z głównych kompozytorów w grupie. Muchy trzymają poziom. Nie przydarzyła im się jak dotąd płyta słabsza. "Karma Market" jest jedną z ciekawszych tegorocznych propozycji w kategorii muzyki alternatywnej, a jednocześnie "strawialnej" dla masowego słuchacza. Mnie się podoba i jak w cytacie z Michała Wiraszki: "...nie chce minąć mi to..." ---Paweł Lach, rockmagazyn.pl

download (mp3 @320 kbs):

yandex mediafire ulozto gett

 

back

]]>
administration@theblues-thatjazz.com (bluelover) Muchy Fri, 31 Aug 2018 11:53:06 +0000